Midi w wersji na lato

Posted Leave a commentPosted in Moda, Trendy sezonu

Letnie sukienki midi to świetna alternatywa dla fasonów maxi. Są znacznie dłuższe od mini, ale nie sięgają, aż do ziemi. To praktyczne rozwiązanie, w którym przetrwasz gorącą porę roku oraz sezon wakacyjny. W tym okresie najlepiej sprawdzają się modele wzorzyste, np. w marynistyczne pasy, retro grochy, czy w deseń roślinny – od kwiatów po egzotyczne owoce. Duże printy zamaskują wystający brzuszek i boczki, a małe zaokrąglą ciało. Jasne kolory zdecydowanie lepiej odbijają słońce, wyglądają radośniej, a także podkreślają opaleniznę. Mogą to być słodkie pastele, klasyczna biel lub morskie błękity. Ziemiste barwy w stylu safari sprawdzą się i w mieście, i w nadmorskim kurorcie.

W codziennej stylizacji bez obaw można pozwolić sobie na znacznie więcej. Okazały dekolt, czy gołe plecy pomogą przetrwać wysokie temperatury. Dodatkowo pozwolą opalić większą część ciała. Sukienka na jedno ramię, czyli asymetryczna optycznie zmniejszy linię ramion. Natomiast dekolt hiszpański wręcz przeciwnie powiększy je. Cieniutkie ramiączka sprawdzą się u szczupłych kobiet z niewielkim biustem, grubsze u tęższych. Fason z krótkim rękawem posłuży nam nawet jako element służbowego looku! Długość midi najlepiej prezentuje się, gdy dół jest prosty. To opcja dla każdej sylwetki! Rozkloszowany lub plisowany może znacznie poszerzyć dolną część figury, szczególnie biodra. Taki wariant przytłoczy drobną i niską panią. Przewiewne, delikatne materiały typu len, czy bawełna to idealna opcja w wakacyjnej stylizacji. Nie będzie nam za gorąco, a skóra będzie oddychać. Komfort jest najważniejszy!

Przy tej formie obcasy to konieczność! Sprawiają, że kreacja nie tylko lepiej leży, ale również nogi stają się dłuższe. Wybierz buty z cienką szpilką lub stabilnym słupkiem. Espadryle na korkowej koturnie, czy grubszej słoninie także będą pasować. Nawet minimalne podwyższenie potrafi zdziałać cuda i uchronić nasze ciało przed optycznym skróceniem! Bardzo wysokie dziewczyny spokojnie mogą wybrać płaskie balerinki, trampki, czy klapki. Te sięgające do kostki lub z paseczkami właśnie w tym miejscu – dodatkowo skracają! Odradzam dla niskich. Do zwiewnej sukienki wybierz letnie akcesoria. Słomkowy kapelusz, torebka koszyk lub szmaciana eko bag przyda się podczas wakacji nad morzem, jak i w centrum miasta.  Kreacja sięgająca do łydek dobrze komponuje się z krótką, dopasowaną kurtką. Dzięki niej ukryjemy wystające boczki, a podkreślimy talię. Raczej unikajmy zakładania góry w postaci oversize. Może zniekształcić sylwetkę!

 

 

Mam na sobie: 
Sukienka ZARA
Szpilki Marelina Made in Italy
Kapelusz H&M
Stylizacja Córki:
Sweterek Petit Bateau 
Szorty H&M

Wyprawka do szpitala dla bliźniąt i mamy.

Posted Leave a commentPosted in macierzyństwo, wpisy na blogu

Poród bliźniąt często odbywa się kilka tygodni przed planowanym terminem. Torba do szpitala dla dzieci i matki powinna być przygotowywana wcześniej niż w przypadku porodu jednego dziecka. Po moich doświadczeniach, polecam średniej wielkości torbę na kółkach, ponieważ nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzycie, że partner będzie z Wami. Nawet mając zaplanowaną cesarkę na poniedziałek rano, czekałam na operację do północy dnia następnego. Tatuś dojechał 5 minut po, a ja 12 godzin później sama musiałam nosić torby  do sali poporodowej, bo żadna położna nie domyśliła się, że może być mi ciężko 🙂    Najlepiej, jakby były to dwie oddzielne torby. Jedna dla dziecka, druga dla mamy. Przez pierwsze godziny dziećmi zajmują się położne lub tata, nie utrudniajmy im szukania pajacyków między naszą bielizną:). Najważniejszymi rzeczami w takiej torbie to LAKTATOR, ubranka dla dzieci i rzeczy pielęgnacyjne. W skład ubranek dla dzieci powinno wchodzić po dwie czapeczki na głowę.  Nie ma znaczenia o jakiej porze roku rodzisz. Zimą szpitale są ogrzewane, więc nie panikuj, że dziecko marznie. Po trzy sztuki dla każdego dziecka: body, pajacyków lub śpiochów i kaftaników i skarpetek. Wydaje się zbyt mało? Nic mylnego. Moje dzieci były kąpane ( na moją prośbę), kilka godzin po porodzie, a po raz drugi 5 dni później. Najlepiej, jeśli dziecko nie będzie wcale kąpane po porodzie, ale rożnie to bywa. Czasem dziecko jest tak brudne, że wytarcie samą pieluszką nie wystarczy.

Każde dziecko powinno mieć swój kocyk do przykrycia. Ja wybrałam kocyk w formie rożka. Uważam, że rożki to zbędny zakup. Pieluchy tetrowe/bambusowe/muślinowe będą potrzebne po porodzie do owinięcia. Te bambusowe i muślinowe są dużo delikatniejsze, lepszej jakości, ale też dużo droższe. 3 sztuki na dziecko w zupełności wystarczy.  Przy codziennych obchodach pedriatrycznych i ważeniach również są konieczne ( rozbieramy dziecko do golasa i kładziemy na pieluszkę) . Potrzebne będą ręczniki kąpielowe dla dzieci i pieluchy jednorazowe (wystarczy jedna paczka ok. 20 sztuk, zakładając, że co drugi dzień będzie odwiedzał Was dumny tata i zawsze dowiezie pieluchy:)). Wszystkie ubranka, ręczniki i kocyki powinny zostać krótko przeprane w pralce, przy użyciu płynu dla dzieci. Należy je wyprasować, aby były jałowe.  Do szpitala potrzebne będą jeszcze kosmetyki do pielęgnacji ciała dzieci, czyli płyn do mycia, chusteczki jednorazowe i krem przeciw odparzeniom (Alantan lub Linomag). Pamiętajcie, że od samego początku powinniście używać najzwyklejszych kosmetyków do pielęgnacji, dlatego że jeżeli zaczniecie używać tych hipoalergicznych, markowych i drogich, skóra dziecka tak się do nich przyzwyczai, że może reagować alergią, na każdy inny kosmetyk. Dopiero, gdy widzimy wysypkę u dziecka, po użyciu  prostych, ogólnodostępnych produktów zmieniamy je na te apteczne. Pobyt w szpitalu zazwyczaj jest dłuższy niż w przypadku porodu jednego dziecka. Często porody te odbywają się drogą cięcia cesarskiego i przez to pobyt też może być wydłużony.

Dlaczego laktator umieściłam na pierwszym miejscu mojej listy ? Jako pierworódka, nie wiedziałam, ze jest on, aż tak ważny. Bardzo wiele kobiet ma problemy z laktacją i nie jest to tak, że ” ja nie mam mleka”. Nie masz mleka, bo nad tym nie pracujesz. Moja córka przez pierwsze dni potrafiła spać po 7 godzin i nie dała się zmusić do jedzenia. Aby rozkręcić laktację od momentu kiedy, potrafisz stanąć o własnych siłach, czyli około 12 godzin po porodzie powinnaś odciągać pokarm z każdej piersi 15 minut co 3 godziny również w nocy. Jeżeli, jesteś po cesarskim cięciu, walka o laktacje jest jeszcze cięższa. Ale spokojnie, katorga ta nie potrwa długo :). Jeżeli nie zamierzasz karmić dzieci piersią, to Twój wybór, ale pamiętaj, że nawet kilka tygodni sprawi,  że dzieci nabywają ogromnej odporności. To najlepszy pokarm na świecie.

W torbie mamy powinny znaleźć się jeszcze dwie piżamy z rozpinaną górą, jeden stanik do karmienia, lub z odpinanym ramiączkiem, bawełniane majtki lub jednorazowe siateczkowe, kapcie ( nie białe, ja miałam białe i już drugiego dnia zmieniły kolor 🙂 ). Przyda się też szlafrok lub rozpinana dłuższa bluza. Konieczne są podkłady poporodowe bez względu na to czy rodzisz siłami natury czy przez cesarskie cięcie. zazwyczaj w szpitalu są dostępne bez ograniczeń, ale zwykle są one tanie, najgorszej jakości. Jakość w tym przypadku ma znaczenie, bo krwawienie zazwyczaj jest bardzo obfite, a nie będziecie miały siły by co pół godziny chodzić do łazienki. Do mycia rany po cc najlepsze będzie szare mydło w płynie( na mydle w kostce gromadzą się bakterie). Nie bójcie się, że pękną szwy – nic się nie stanie. Myjcie ranę 3 razy dziennie, aby nie doszło do zakażenia. Do szpitala zabierzcie też osobistą kosmetyczkę, ale nie szalejcie 🙂 , po pierwsze będziecie tam kilka dni, po drugie nie będziecie miały czasu i siły na makijaż i maseczki 🙂

Pamiętajcie, że codziennie będzie Was odwiedzał Tatuś i nawet jak ze stresu nie będzie umiał odróżnić kaftanika od skarpetek, możecie przygotować mu awaryjną torbę, którą przywiezie, gdyby czegoś zabrakło.

Zestaw ubranek dla dzieci, na wyjście ze szpitala zostawcie w domu. Przygotujcieteż ubranie dla siebie. Tata Wam to przywiezie w dniu wypisu razem z fotelikami samochodowymi 🙂

Poproście najbliższych (mamę, tatę, babcię, ciocię i przyjaciółki), aby każdą wizytę u Was w szpitalu wcześniej ustalały z Wami telefonicznie. Nawet jak nie masz nic przeciwko odwiedzinom bliskich, zapewniam, że po porodzie może się to zmienić 🙂

POWODZENIA 🙂

Ciąża bliźniacza- dwie ciąże jednocześnie.

Posted Leave a commentPosted in macierzyństwo, wpisy na blogu


Długo zastanawiałam się czy to napisać… właściwie nie wiem od czego zacząć… Może zacznę od początku… 3 maja 2017 roku w trzecią rocznicę naszych zareczyn zobaczyłam dwie kreski ma teście. Mimo, że czekałam od kilku lat na dziecko nie skakałam z radości… Dlaczego?

Przecież spełniło się moje jedyne marzenie! Przecież tak długo na to czekałam! A mianowicie dlatego, że rok wcześniej już widziałam taki test… wtedy cieszyłam się bardziej… skakałam z radości… termin porodu przypadał na 11 kwietnia- nasze urodziny ( ja i mój narzeczony mamy urodziny tego samego dnia)… zajebisty prezent, jak wtedy myślałam… więc nadeszły te urodziny, ale prezentu nie było…

Dokładnie pamiętałam, że miały to być NARODZINY. Pamiętałam wszytko. Tego dnia wylecieliśmy do Florencji. Każdego roku w taki sposób świętujemy „posuwający ” nas czas. Po kilku dniach nie wiedzieliśmy, że wracamy już we czwórkę. 11 maja wybrałam się na usg, do jednego z najlepszych profesorów w Warszawie. Starszy Pan uśmiechnął się pod wąsem i złożył mi gratulacje. „O co mu chodzi” -pomyślałam. „Przecież wiem, że jestem w ciąży” … „Gratuluję Pani, będą bliźniaki, ale proszę się nikomu jeszcze nie chwalić, bo ciąża bliźniacza jest zjawiskiem patologicznym. Są to dwie ciąże jednocześnie i może zdarzyć się wszytko. Po tej wiadomości nie odezwałam się już do końca wizyty. Byłam w takim szoku, że po wyjściu z gabinetu rozpłakałam się z bezsilności. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że był to 5ty tydzień i wiedziałam, że może się skończyć tak jak poprzednio. Przed oczami przeszedł mi dokładnie tamten dzień… Strach był też dlatego, że zastanawiałam się jak ja ogarnę dwoje dzieci. Zadzwoniłam zapłakana do narzeczonego, a On zaczął się śmiać i odparł: ” czego głupia ryczysz, mamy wynagrodzone za poprzedni raz ” . Po tych słowach już byłam pewna, że wszytko będzie dobrze, bo skoro zostało mi wynagrodzone, to nie może być inaczej…

O ciąży nie powiem Wam za wiele, ponieważ miałam idealną, książkową ciążę. Czułam się rewelacyjnie. Byłam bardzo aktywna do dnia porodu. Cerę miałam piękną, podobało mi się to, jak wyglądam. Do 6 go miesiąca nawet najbliższe koleżanki, które odwiedzały mnie regularnie, niczego się nie domyśliły mimo, że juz wtedy miałam na plusie 12 kilo. Dlaczego się nie chwaliłam? Ze strachu, bo nie chciałam współczucia, gdyby coś poszło nie tak. Nie wiem czy wiecie, ale do trzech poronień medycyna traktuje jako normę… Ja też nie wiedziałam, ale kiedyś mnie uświadomiono. I to nie prawda, że pierwsze 3 miesiące są najbardziej niebezpieczne. Każdy kolejny jest jeszcze gorszy. Z każdym dniem, z każdym spojrzeniem w lustro, kiedy widzisz rosnącą ” kulkę” przyzwyczajasz się co raz bardziej do swojego dziecka… Snujesz plany… Kupujesz niezliczone ilości ubranek. Cieszysz się, to normalne, ale przy tym zapominasz jak kruche jest życie…

Dopiero koło 22 tygodnia odetchnęłam z ulgą, gdy po badaniach prenatalnych okazało się, że jest wszytko ok. Noooo oczywiście, NIGDY nie jest do końca wiadomo, ale fasolki ( tak na nie mówiłam do momentu porodu) miały ręce, nogi, wszystkie narządy prawidłowo rozwinięte. Mijały tygodnie, a ja zaczęłam coraz więcej czytać o ciąży mnogiej. Oglądałam zdjęcia 1.5 kilogramowych kruszynek, bo w większości przypadków ciąża mnoga kończy się przedwcześnie. Zdałam sobie wtedy sprawę z powagi sytuacji, ale nie do końca… nie wiedziałam, że dzieci urodzone w np w 26 tygodniu mają po 700 gram, i że często spędzają pół roku w inkubatorze. Była to dla mnie abstrakcja. Myślałam, że takie przypadki zdarzają się tylko w telewizji. Ale do sedna…

W nocy z 11/12 grudnia, 10 minut po północy do mojej sali porodowej wpadło kilku lekarzy oraz położne i zabrali mnie na cesarskie cięcie ze względu na zanikanie tętna jednego z dzieci. Nikt mi nic nie musiał mówić… wiedziałam, że z Jankiem jest nienajlepiej. Dosłownie 15 minut później, lekarka podniosła córeczkę do góry, niczym Simbę z „Króla Lwa” i powiedziała ” przywitaj się z mamą, ślicznotko” , minutę później był Janek. Słyszałam tylko jego krzyk. Wszytko było dobrze. Oboje ważyli po 2.5 kilo i dostali po 10 ptk. Pamiętam jak po policzkach spływały mi łzy szczęścia. Kolejne łzy szczęścia płynęły mi dopiero 3 tygodnie później….

Od razu po porodzie przywieziono mi maluchy. Mimo, że nie czułam nic od pasa w dół, nakarmiłam je i zasnęły na mojej klatce piersiowej, a ja z nimi. Kilka godzin później na moją prośbę zabrano dzieci do kąpieli, teraz wiem ,że to było przeczucie, którym obdarzone jesteśmy MY MAMY. Janek już z tej kąpieli nie wrócił. Początkowo się nie przejęłam. Przecież to normalne i częste, że dzieci trafiają na obserwacje.

Było z nim coraz gorzej. Oddech wspomagała maszyna. Kiedy poszłam na intensywną terapię zobaczyć to po raz pierwszy, nogi się pode mną ugięły. Tego widoku nie da się opisać. W obu raczkach i obu nóżkach miał wbite igły. Był nieprzytomny. To nie był mój Janek, którego przytulałam kilka godzin temu.

 

Jak wracałam na górę do Laurki płakałam tak, że łzy rozbijały się o podłogę. Wzięłam ją na ręce i przez parę godzin nie puściłam. Potem odwiedziła mnie szpitalna Pani psycholog. Pieprzyła coś, o tym, że wszytko będzie dobrze. Myślałam, sobie… ” Babo co Ty możesz wiedzieć co ja czuję, lepiej będzie wtedy, gdy wyjdę z dwójką dzieci do domu!” Słuchałam jej bez słowa i marzyłam, by już sobie poszła. Mijały cholernie długie, przedbożonarodzeniowe dni. Z Jankiem było gorzej, gorączkował, nie reagował na leki. Lekarze już nawet nie wiedzieli, co mają nam powiedzieć. Pytaliśmy się jak wariaci czy nastąpiła jakaś poprawa trzy razy dziennie. Po 9 dniach podeszła do nas ordynator neonatologii, kiedy staliśmy znów przy inkubatorze synka. Nigdy nie zapomnę jej wyrazu twarzy i jej słów: ” Proszę Państwa. Państwa dziecko nie reaguje na żadne antybiotyki. Musicie Państwo wiedzieć, że są dzieci, które NIGDY NIE WYCHODZĄ Z TAKIEGO STANU”. To był już gwóźdź do mojej trumny. Ledwo ustałam na nogach. Nie wspominam już o tym,że od 10 h po operacji cc, byłam na pełnych obrotach, to nic że brzuch mnie palił żywym ogniem, bo takie jest uczucie po cesarskim cięciu. To nic, że miałam przez kilka dni takie skurcze, że z bezsilności leciały mi łzy. Wtedy nie liczyłam się ja. Wiedziałam, że muszę być silna dla Laurki… i powiem szczerze… gdyby nie Ona, gdyby nie to, że urodziłam jednocześnie drugie dziecko… bym tego nie przeżyła…

Nie będę tu już wspominać, jak takie sytuacje cementują związek. Nie będę, też pisać o tym, że mój mężczyzna, część rzeczy przede mną ukrywał, bo widział, co się ze mną dzieje. Ja już nie chodziłam do lekarzy pytać o zdrowie Janka, nie miałam też siły Jego odwiedzać. Za każdym razem, kiedy naciskałam dzwonek, aby drzwi neonatologii otworzyły się drżałam ze strachu. Wokół było kilkanaścioro maleńkich osóbek. Takich po 700 gram, po 1000…. podziwiałam tych rodziców, jak z zimną krwią potrafią od kilkunastu tygodni czy miesięcy, dzień w dzień przychodzić i czytać książki swoim maluchom, a ja miałam problem, żeby odciągnąć dzieciom 10 ml mleka. To jest moje drugie najgorsze doświadczenie poporodowe. Jak wariatka godzinami, „wisiałam” na laktatorze, bo wiedziałam jak ważne jest mleko matki dla chorego dziecka. Silny stres potrafi całkowicie zablokować laktację. Chyba po tygodniu dopiero udało mi się ściągnąć 2 ml ( jedną piątą malutkiej strzykaweczki). Pamiętam jak niosłam ją tak dumnie, jakby to był eliksir życia.

Tego wieczoru, siedzieliśmy z Laurka na szpitalnym korytarzu, bo już dusiłam się w sali. Przyszła do nas lekarka Janka. Myślałam, że przyszła z najgorszą wiadomością… „Jest znaczna poprawa ” – powiedziała. „Sami jesteśmy zaskoczeni, ale jest dużo lepiej „… Ucieszyłam się, ale przyjęłam tą wiadomość z dużą rezerwą.

Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy przy inkubatorze Janka. W Wigilię otworzył oczka. Nie miał już tych strasznych rurek, oddychał samodzielnie. Mogłam Go wziąć na ręce i przytulić. W Sylwestra lekarze zrobili wyjątek i wypisali Janka do domu, wiedzieli jakie to dla mnie ważne, żeby Nowy Rok spędzić w komplecie. Zabraliśmy Go, zapakowaliśmy się we czwórkę do samochodu i kiedy weszliśmy do domu poczułam niesamowitą ulgę i łzy szczęścia spływające mi po policzku…

I żyli długo i szczęśliwie……

 

ZOSTAŁAM MAMĄ BLIŹNIAKÓW!

Posted Leave a commentPosted in macierzyństwo

Pojawił się na świecie ktoś, kto jest głośniejszy i bardziej kłótliwy ode mnie. Mój telefon potrzebuje dodatkowej pamięci na zdjęcia. I to wcale nie dlatego, że robię sobie więcej selfie… Moje zdjęcia na instagramie zyskały nowe ckliwe hasztagi: #instamama #instadziecko. 

Nikt mi nie powiedział, że to (bycie mamą) będzie tak trudne. To zabiera mi mnóstwo energii, ale to kocham. Naprawdę cieszę się każdym momentem. I choć to nie jest tak idylliczne jak wszyscy ci mówili, nie jest też tak straszne, jak ostrzegali.

 


 
    

Parka zimowa

Posted 4 komentarzePosted in Moda, Stylizacje, Torebki, wpisy na blogu